Zimny wiatr kojarzy mi się zawsze jakoś dziwnie refleksyjno – melancholijnie. Kojarzy się ze zgrubiałymi palcami zimą, którymi zawsze bezradnie staram się otworzyć drzwi do domu, z wolnością i morską przestrzenią. Z siłą, której nie widzimy, a ona bez skrępowania, jakby gra z nami w ciuciubabkę, schowana pod peleryną niewidką, targa nam włosy. Rozwiewa spojrzenia. Tańczy z koronami drzew, bujając się delikatnie, jak podczas wolnej piosenki para kochanków wtulona w siebie na parkiecie dancingowym. Żyją w zgodzie. Zimą, zamykamy się w domach broniąc przed chłodem i szronem na szybach. Owijamy w koce i otulamy zapachem herbaty z miodem. Szczęśliwcy zapalają światełko w kominku i śpią przy trzasku palących się gałęzi. Mimo wakacji, weekendów majowych i innych letnich zwolnień od obowiązków, to zima bardziej kojarzy się z wolnym czasem i radością. Mrok zapada szybciej. Na ulicach wcześniej można się chować, także poza pola rażenia wścibskich latarni. Mniej ludzi na ulicach, na Spacerowej, a towarzystwo drzew tak bardzo nie przeszkadza. W autobusach więcej bezdomnych szuka schronienia. I potem tylko kłócą się z kierowcami o spokój. Siedzą sami na krzesełkach schowani tak, by inni nie musieli na nich patrzeć. Wzrok tych zadbanych przeskakuje między wyświetlaczem pokazującym następny przystanek, a oknem z widokiem na ich odbicia. A ja lubię tańczyć z parasolem na przystanku, w deszczu i czytać książki w 56 wracając wieczorami. Łatwiej się wtedy utożsamiać z tragicznym losem bohatera, patrząc im w oczy.
Gdy wieje zimny wiatr zawsze podnoszę ręce imitując skrzydła. Świeży powiew podnosi ducha ponad smog. A jak raj to lustro dla naszego świata? Kolejna ironia Boga? Po śmierci mamy dostać od niego coś najlepszego, klucze do miejsca, które nie możemy ogarnąć naszymi myślami. Coś, co mieliśmy od zawsze. Raj jako lustro polskich miast i wsi. Blokowisk, pól i lasów. Ci bardziej święci, tam jako przedstawiciele handlowi z willami na prowincjach. Ci rozgrzeszeni w konfesjonale jako hodowcy buraków cukrowych. I ten sam podmuch. Gwałtowniejszy między budynkami – tam też jest. To wiem na pewno.





