passenger

Wpisy od sierpień 2007

spokojne morza wysychają.

sierpień 27, 2007 · 11 komentarzy

Wsiadam do autobusu. Zajmuję swoje ulubione miejsce. To, gdzie mogę wygodnie się rozłożyć. Nogi oprzeć komfortowo. Chyba jedyne takie, gdzie nawet jest mi dobrze. Gdzie zazwyczaj nikt nie siada obok.
Podczas jazdy, czasem oglądam dekoracje za oknem, i to jak szybko się przesuwają. Jak płynnie. Sporadycznie tylko trzeba zahamować. Staruszka i młoda kobieta z kotem na smyczy chce przejść przez ulicę. Taka pauza na video. Wieczorem ktoś gasi lampkę. Ktoś ją zapala. Neony rozświetlają ulicę tak na bardziej kolorowo. Zdarza się, że asfalt przybiera barwy od czerwonej przez pomarańczową, w stronę zieleni trawy jednorocznej. Często przymykam oczy, gdy siedzę plecami do kierunku jazdy autobusu. Widok za szybką, to jak przewijanie taśmy wstecz. Widzę to, co moje oczy zarejestrowały już wcześniej. Wczoraj, miesiąc temu. To, co oglądam codziennie, przy różnym oświetleniu, z różnymi bohaterami na scenie. Niektóre rzeczy są niezmienne. Niektóre budynki, drzewa, postacie. Jakby zamarli. Jakby ktoś nacisnął stop.

Z jednej strony czuję się wtedy bezpiecznie. Tylko jako widz, przyglądając się tylko temu zabiegowi uwsteczniania. Zamknięty w puszce pojazdu, otulony powietrzem i wirusami jak airbagiem. Jak ktoś, kto siedzi pod pokładem, na którym właśnie zmienia się bieg historii, świata. Gdzie ktoś wyznacza nowy kurs. A ja tylko przez małe, okrągłe okienko widzę, że coś się dzieje. Czuję fale inaczej, inaczej uderzają w burtę. Wiem jednak, że nic mnie nie ominie. Wychodzę z założenia, że jest niemożliwością, żeby świat biegł beze mnie zostawił mnie w spokoju. Gdzieś tam wyrzucił z łajby, żebym sam mógł dryfować. Jak w autobusie. To niemożliwe, żeby wyjść tam, gdzie nie ma przystanku. Chociaż czasem byłoby wygodniej. Szybciej. Takie są przepisy. Normy, których kierowca musi przestrzegać. Mi pozostaje tylko młotek i napis na oknie – wyjście awaryjne.

Gdy tak siedzi się z zamkniętymi oczami, czasem wydaje się, że z kilkaset krasnoludków, czy innych chochlików, zamiata wnętrze mojej głowy. Układa zdjęcia w albumach. Video na półkach stawia w porządku alfabetycznym. Zajmuje im to trochę czasu. Przesuwają kurz z miejsca na miejsce. Tylko żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by posłużyć się szufelką. Kosz stoi pusty.

***

W moim kalendarzu lata nie ma. Są dni z nią. Albo mgliste dni są.

 

***

Co noc wykręcam 00/81/3-9456112 … tam nie muszę się tłumaczyć z każdej myśli, bo tam już wiedzą “dlaczego?”. Zanim złapię za słuchawkę.

 

Kategorie: Uncategorized