Dzisiaj wieje porządnie. A w domu cisza. Nikt nie puka, dzwonek się nie odzywa. Przed drzwiami nikt nie czeka, aż odtworzę. Telefon też jakby zastygł. Co jakiś czas podchodzę i sprawdzam, czy na pewno działa, czy jest sygnał, czy wiatr nie zniszczył linii przypadkiem. Czy zasięg jest w komórce. I po krótkim obchodzie stwierdzam, że wszystko działa bez zarzutów. Wszystko. Jednak tak jakoś nienaturalnie się zrobiło. W przedpokoju tona styropianowego śniegu wiruje. Chłód też wskazywałby na to, że niebawem zima nastąpi. Ten wiatr również jest jakiś taki oszukany pewnie. Słońce wyblakło, a ja wmawiam sobie, że wciąż pięknie przygrzewa wrześniowo. Bo jak jest dobrze, to całościowo. Jak źle, to najczęściej trzeba się czegoś szybko złapać. I mocno, i czekać. Upadki są złe.
PS. Każdy ma w sobie zebrę(?). Moja uciekła. Na biurku leży list zaadresowany do mnie. Od niej. Pisze, że tęskni. Opisuje dokładnie miejsce, gdzie mam jej szukać, gdy będę chciał. I jedno ważne słowo, które rekompensuje wszystko, też tam jest.

***
jakiś czas temu na FOtościanie przybyło zdjęć.